lombard

Ilustracja do artykułu

Świat już dawno temu zmienił się w wielki pole pieniędzy, a my, ludzie, jesteśmy takimi małymi ziarnami, które potem puszczają pąki z których wylatują worki pieniędzy. Nad nami stoją rolnicy i bacznie obserwują, jak idzie hodowla. Są oni czymś na miarę stary dobry Irlandzkich rolników, którzy wiedli piękne życie. Sadzili ziemniaki, a potem szli na czas ich dojrzewania pić, grać i tańczyć. Teraz tę rolę pełnią nasi rządzący, którzy piją, grają i tańczą, a Irlandzki rolnik w przerwie na dojrzewanie oddaje się innemu zajęciu, które da mu więcej pąków. Ludziom wmówiono, że jedynie pieniądze są w stanie dać im szczęście. Zbudowaliśmy świat, gdzie bez grosza w kieszeni nie da się nic załatwić. To koło toczy się już od dawnych wieków, najstarszych dziejów ziemi, gdzie zawsze trzeba było posiadać ileś złota, żeby coś załatwić. Wiele wojen nie byłoby możliwych ze względu na niedostatki złota. Starożytni królowie musieli słono płacić swoich wojakom z mieczami i jeśli nie byłoby ich na to stać, to nie byłoby wojen albo poszliby do... lombardu. Gdyby tylko był. Oddanie królestwa pod zastaw to dobry interes, który spłacić można tuż po zajęciu zamku. Ta filozofia kręci się wokół nas od bardzo dawna i raczej nigdy nie przestanie tego robić. No chyba, że nasza planeta nagle wybuchnie.

Kiedyś brano pieniądze pod zastaw na wojny, teraz bierze się pod zastaw na jedzenie i picie. Czasy się zmieniły i wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż wcześniej. Pan z siwym wąsem zanosi radio do Lombardu, bo zapomniał, że wypłatę ma we wtorek, a w ten czwartek nie ma już pieniędzy. A przecież miał postawić flaszkę kumplowi z pracy, bo przegrał w karty. Życie się toczy a w nim bulgoczą problemy, które często swe ujście znajdują w lombardach właśnie. Gotówka jest dziś potrzebna, jak chleb, dlatego często są tam ludzie, którzy sprzedają coś tylko po to, żeby mieć na chleb. A kiedy mają już na chleb, to nie mają już nic przy sobie. Freelancerzy, którzy życie spędzają na poszukiwaniach szczęścia. Od złotówki do złotówki.

Ale przecież nie wszyscy klienci lombardu to zaraz Stefany spod sklepu. Są to często ludzie, którzy nie mogą dostać pożyczki w banku albo wyczerpał im się limit w chwilówkach. Wtedy biorą pod pachę telewizor i idą załatwić sobie trochę gotówki. Niektórzy biorą całe auta, bo brakuje na wypłaty pracownikom. Bogaty, jak i biedny, ciągle potrzebuje pieniędzy. I stan nic nie znaczy, bo gotówka jest ja woda - płynie. Raz jest, raz nie ma. Zawsze tak było i zawsze tak było.

Lombardy dzisiaj, to miejsca, które ukształtowały się wieki temu i od tych wieków stoją i dobrze się mają. Wypełniły miasta, miasteczka i małe wsie. Każdy w potrzebie łatwo go znajdzie i znajdzie pomoc. To miejsca, gdzie zawsze dostanie się szybką pomocną dłoń z zaciśniętym banknotem z pieniędzmi. Czerwony krzyż dla pieniędzy.

O ile masz co zastawić. Słyszałem o ludziach, którzy wynieśli całe swoje domy tylko po to, żeby zanieść je do lombardów. Potrzebowali pieniędzy. Na końcu zostali oni i zimne kaloryfery, których nikt nie chciał kupić. To trudne sprawy, ale życie z pieniędzy dookoła zawsze było trudne. I nigdy już łatwe nie będzie.

Jako mieszkaniec Kołobrzegu mogę powiedzieć, że tych centrum pomocy społecznej, zwanych inaczej lombard, trochę tutaj jest. Jest gdzie iść, można pytać kto da lepszą cenę. Jakiś czas temu pracowałem w jednym z nich. Utargi są dobre. Ludzie przychodzą, jak przychodzi. A Stefany spod sklepu nie wiadomo skąd biorą te wszystkie rzeczy. Kradną? Może. Ale właściciel kantoru nie ponosi odpowiedzialności za pochodzę rzeczy, które odkupił od klienta.

Właściwie, to właściciel lombardu, który jest znany, ma dobre życie. Wystarczy mieć swoją działalność gospodarczą i już można zaczynać. Kup to, kup tamto, potem sprzedaj drożej. Co jakiś czas oczywiście ktoś wraca wykupić swój dług i sprzęt, ale przecież przy tym i tak się zarabia. Lombard nigdy nic nie traci, czego nie mogą powiedzieć wszystkie firmy kredytowe, które istnieją na rynku.

Dodatkowo lombard jest bardzo wygodny dla klientów, którzy nie lubią zaglądać do firm pożyczkowych. Tutaj, jeśli nie spłacimy długu, nie oddamy pieniędzy, nikt nam nie będzie zawracał głowy, czego nie można powiedzieć o firmach, które dały nam pieniądze bez żadnych zabezpieczeń.

I dlatego właśnie lombardy są tak dobrym i popularnym miejscem wśród ludzi, którzy nie mają skąd już wziąć pieniędzy.

To może się zmienić. I już powinno się zmieniać. Większość lombardów, które działają w moim mieście stoi tutaj nielegalnie. Nie powinno ich być, a one są otwarte. Wciąż. Wszystko dlatego, że od 11 marca 2016 roku obowiązuje ustawa, która definiuje lombardy jako miejsca, gdzie można dostać pożyczkę - wcześniej prawo tego nie robiło. Teraz, żeby mieć lombard trzeba założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością albo spółkę akcyjną. Do tego należy wpłacić kapitał zakładowy w wysokości 200 000 tysięcy złotych. I to z własnej gotówki! Kredyt nie wchodzi w grę. Tymczasem rozglądając się dookoła widzę te same lombardy i te same twarze, które zbierają nielegalnie gotówkę. Wszystko to będzie do czasu, bo takim osobom grozi wysoka kara: jest to 500 000 tysięcy złotych i 2 lata więzienia. Z moich informacji, które mam, jedynym działającym legalnie lombardem w Kołobrzegu jest Polski Lombard.

Ratunek dla małych lombardów? Muszą założyć spółkę. Nie stać ich? Zawsze jest wyjście, gdzie dogadujemy się z konkurentem ulicę dalej i składamy oszczędności, otwierając przy tym jeden punkt. Można też dołączyć do innych spółek.


 

Tworzysz nowy komentarz

captcha